Sufizm i koncepcja Boga. Maciej Wielobób

Jest pewien prawie niezawodny sposób na sprowokowanie sytuacji mocno niezręcznej towarzysko. Otóż wystarczy zacząć publicznie mówić o Bogu. Zakładając, że żyjemy w normalnym środowisku społecznym, na sam dźwięk słowa “Bóg” (i ew. innych jego odmian) połowa naszych znajomych dozna petryfikacji, a w najlepszym wypadku zostaniemy uznani za średnio szkodliwych nawiedzeńców, nawet jeśli nasza argumentacji w dyskusji jest rzeczowa, oparta na faktach i pełna tolerancji dla przeciwnych poglądów.

Jest to o tyle ciekawe zjawisko, że przy opisanych ludzkich awersjach trudno zaprzeczyć istnienia w człowieku pewnego rodzaju potrzeb w zakresie religijności. Terminu “religijność” używam tutaj umyślnie w odróżnieniu od terminu “religia”, który będzie kojarzył się z zespołem dogmatów i związanych z nim systemem organizacyjnym. Jeśli tylko jesteśmy samodzielnymi jednostkami i system narzuconych poglądów nie zdaje nam się na wiele, to każdy z nas ma potrzebę pewnego rodzaju doświadczeń transcendentalnych, które wychodzą poza nasze zwykłe narzędzia poznawcze. Sfera religijności jest tym, co część osób nazwie sferą duchowości. Pojęcia duchowość ja staram się unikać, ponieważ ze względu na zdecydowane nadużywanie go przez rozmaitych newage’owców, termin ten wydaje się już dźwigać ze sobą bagaż nawiedzenia.

Czyli z jednej strony wiele osób ma opór czy wręcz awersję do dyskutowania wśród znajomych, a nawet przyjaciół, o sferze osobistej religijności, a z drugiej strony ta sfera jest dla człowieka bardzo ważna. Skąd ten opór zatem? Zadałem sobie kiedyś to pytanie i odpowiedź, choć mało optymistyczna, jest w zasadzie oczywista. Niestety, za naszą awersją do religijności, duchowości, doświadczeń mistycznych, stoją najczęściej ci, którzy powinni podsycać naszą naturalną chęć poznania w tej sferze, a zatem nasi katecheci i często także rodzice.

W procesie edukacji dotyczącym tej właśnie subtelnej sfery najczęściej dochodzi do swego rodzaju gwałtu na psychice dziecka. Zamiast wykorzystać naturalną ciekawość poznawczą, gotowość do pozaintelektualnego doświadczania, brak ograniczeń i poglądów oraz wyobraźnię dzieci lub młodzieży, narzuca się im gotową wizję, dogmaty, światopogląd i wtłacza się go na siłę, nawet jeśli jest to niezgodne z osobistym doświadczeniem dziecka. Dlatego w młodych ludziach powstaje dysonans, z którym bardzo różnie sobie radzą. Niektórzy uginają się i wciągają się w dogmatyczny system poglądów religijnych, niektórzy poszukują dalej odpowiedzi na nurtujące ich pytania, a bardzo duża grupa nabawia się awersji, można by wręcz powiedzieć – alergii na rozważania na tego typu tematy.

Niezależnie jednak od strategii radzenia sobie z religijnym dysonansem poznawczym w dzieciństwie, musimy zwrócić uwagę, że w ścieżkach medytacyjnych, do których należy też sufizm, kładzie się nacisk na budowanie swojego życia bez przywiązania i awersji. Jeśli czytacie te słowa, to prawdopodobnie oznacza, że poszukujecie urzeczywistnienia pewnych wartości w swoim życiu i że stosunkowo oczywiste jest dla was, że przywiązanie do jednostronnego światopoglądu czy systemu dogmatów jest szkodliwe i zamykające nas na bogactwo doświadczenia. Rzadziej dostrzegamy to, że awersja do pojęć związanych z pewnego rodzaju doświadczeniami również działa na nas niekorzystnie, w zasadzie w ten sam sposób, co kurczowe przywiązanie.

W tradycji sufickiej, mistycy – ci bardziej współcześni jak Inayat Khan, ale i ci z dawniejszych czasów jak Shams z Tabrizu, Rumi, Hafiz, Rabia, Bayazid i inni – używają w swoich wypowiedziach terminu “Bóg”. Nie mają jednak na myśli starszego pana z brodą, który jako mniej lub bardziej surowy sędzia pochyla się nad nami. Gdy mistycy ci mówią “Bóg”, to oznacza to dla nich Absolut, niczym nieuwarunkowaną, nieograniczoną, wszystko-przenikającą pierwotną siłę, a nie konkretną personifikację danej postaci.

Gdy Inayat Khan i inni zdają się personifikować Absolut, to też nie należy traktować tego jako koncepcji boga osobowego. Warto wiedzieć o pewnej pięknej tradycji na gruncie praktyki sufickiej. Jest to nurt określany jako 99 najpiękniejszych imion lub 99 imion boga. Dodajmy – nurt związany z suficką tradycją medytacji mantrowych (wazifa i fikar). Więc mistycy powiedzą o Bogu jako o ukochanym albo kochającym, cierpliwym, wybaczającym nasze błędy, czy inspirującym i pomagającym przezwyciężać przeszkody. Określone wyobrażenie Boga, personifikacja, jakby się mogło wydawać, jest niczym innym, tylko koncentracją na określonej jakości, którą chcemy u siebie wypracować.

Warto pamiętać, że w tradycji medytacyjnej nie tylko każda praktyka, ale i każda koncepcja, jest tylko i wyłącznie naszym narzędziem w drodze do uwalniania się od mniej lub bardziej subtelnych uwarunkowań, będących przyczyną naszego cierpienia. Koncepcja Boga (lub jej brak) jest również tylko naszym narzędziem na gruncie praktyki, co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy ją traktować w sposób instrumentalny. W tradycjach takich jak joga, sufizm, advaita wedanta, mówi się o tym, że umysł ze swojej natury jest neutralny, bezbarwny; dopiero świadome lub bezwiedne przykucie go do określonej myśli powoduje, że zabarwia się pozytywnie lub negatywnie. Dlatego w tradycjach mistycznych kładzie się nacisk na koncentrację na Bogu, Absolucie czy pewnej sile wyższej (którą Inayat Khan określiłby “Duchem Przewodnictwa”) jako wyższym ideale, który powoduje uwznioślenie i wysubtelnienie naszego stanu umysłu. Tak naprawdę to jest najważniejszy kontekst rozumienia pojęcia “Bóg” i “Absolut” w tradycji sufickiej (i w kilku innych tradycjach medytacyjnych).

– –
Sufizm medytacjaMaciej Wielobób jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich nauczycieli jogi. Kształci nauczycieli jogi, prowadzi kameralną szkołę jogi w Krakowie, warsztaty jogi w całej Polsce, pisze najpopularniejszego w Polsce bloga o jodze.
Jest autorem książki “Terapia jogą”, ebooka o pranajamie oraz ponad 150 artykułów o jodze, medytacji itp. Jest również nauczycielem sufickim uprawnionym do udzielania inicjacji w linii przekazu Inayata Khana.

Powiązane artykuły

3 Responses to “Sufizm i koncepcja Boga. Maciej Wielobób”

Read below or add a comment...

  1. Kaśka says:

    Świetnie podsumowana kwestia uwarunkowań związanych z religią i religijnością!

    Co do reszty tekstu, zastanawia mnie mocno ten fragment:
    “Koncepcja Boga (lub jej brak) jest również tylko naszym narzędziem na gruncie praktyki, co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy ją traktować w sposób instrumentalny”. Komentuję na świeżo, ale na ten moment wydaje mi się, że to jest jeden z większych problemów z praktyką – wyjście poza instrumentalne jej traktowanie… Mam hipotezę, że jedyną drogą do tego “wyjścia poza” jest zaakceptowanie faktu, że w istocie rzeczywiście praktykujemy po coś – a to w moim odczuciu się wiąże z mniej lub bardziej instrumentalnym podejściem…
    Za to (mam nadzieję) bezinteresowność pojawia się gdzieś po drodze, jako “efekt uboczny” praktyki 😉

  2. Kasia, poruszasz ważną kwestię. Rzeczywiście jest tak, że musimy zacząć z miejsca, w którym jesteśmy. Czyli jak nie jesteśmy bezinteresowni, to trzeba przyznać przed sobą, że nie jesteśmy bezinteresowni. Nie ma co ukrywać, że zaczynamy praktykę medytacyjną z powodu odczuwanego cierpienia lub braku skuteczności życiowej. I nie mam w tym nic złego. Pozdrowienia!

  3. Leszek says:

    Kasia , mam ten sam problem. Niektórzy twierdzą , że mówienie o praktyce, którą trzeba wykonać, jest arogancją. Niczego nie trzeba robić, ale czy nie robiąc niczego, możliwy jest postęp? Już samo myślenie, że istnieje postęp, jest interesowne, o ile mamy fałszywy pogląd na to, kto czyni postępy. Na przykład weźmy doświadczenie transformacyjne i zapytajmy, kto czyni postępy? To duchowa natura robi postępy, we właściwym postrzeganiu, żaden nasz interes 🙂

Skomentuj...

*