Ścieżka inicjacji. Hazrat Inayat Khan

Wiele już zostało napisane i wiele już zostało powiedziane na temat ścieżki inicjacji i ludzie, którzy mieli styczność z różnymi szkołami mistycyzmu, zrozumieli ją na różne sposoby. Stąd też wiele różnych poglądów na to, co właściwie inicjacja znaczy. W rzeczywistości inicjacja znaczy tylko krok naprzód, krok, który powinien być powzięty z nadzieją i odwagą, ponieważ bez odwagi i nadziei wykonać jakikolwiek krok naprzód byłoby najtrudniejszym możliwym zadaniem.

Medytacja sufizm uniwersalny Hazrat Inayat Khan

Gdyby poproszono mnie o wyjaśnienie znaczenia inicjacji w prostych słowach, powiedziałbym, że jest jak doświadczenie osoby, która nigdy nie uczyła się pływać i wstępuje do rzeki albo do morza po raz pierwszy, nie wiedząc czy będzie w stanie unieść się na wodzie, czy zostanie porwana i utonie. Każda osoba przeszła inicjację w pewnym ziemskim sensie, w takiej czy innej formie. Kiedy biznesmen rozpoczyna zupełnie nowe przedsięwzięcie i nie ma niczego, na czym mógłby się oprzeć w tym momencie, poza myślą: „Niezależnie czy przegram, czy skorzystam, zrobię ten krok naprzód, podejmę to przedsięwzięcie, pomimo że nie wiem, co się stanie później”, wtedy przechodzi on ziemską inicjację. Także pierwsza próba człowieka, który chce się nauczyć jeździć, jeśli jeszcze nie siedział wierzchem ani nie jeździł konno, tak że nie wie, gdzie koń go zaprowadzi – to również jest inicjacja.

Ale inicjacja w prawdziwym tego słowa znaczeniu – w takim, jakie jest używane na ścieżce duchowej – ma miejsce, kiedy osoba niezależnie od posiadanej religii i przekonań, opinii i poglądów na tematy duchowe, czuje, że powinna zrobić krok w kierunku, którego nie zna; kiedy robi pierwszy krok, to właśnie jest inicjacja. Ghazali, wielki suficki pisarz z Persji, powiedział, że wchodzenie na duchową ścieżkę jest jak strzelanie z łuku w kierunku, którego nie można zobaczyć, a więc nie wiadomo, w co strzała trafi; zna się tylko swoje działanie i nie widać punktu, do którego się celuje. Oto dlaczego ścieżka inicjacji jest trudna dla ziemskiego człowieka. Natura ludzka jest taka, że człowiek, który przyszedł na ten świat i został zaznajomiony z życiem poprzez nazwy i formy, chce poznawać wszystko także poprzez nazwy i formy; musi czegoś dotknąć, żeby być pewnym, że to istnieje. Coś musi się odwoływać do jego fizycznych zmysłów, zanim pomyśli, że to istnieje; nie sądzi, żeby bez tego cokolwiek mogło istnieć. Dlatego jest mu ciężko przejść inicjację na ścieżce, która nie dotyka żadnego z jego zmysłów. Po prostu nie wie, dokąd idzie.

Poza tym człowiek od dziecka był uczony określonej wiary czy przekonań i czuje się tak związany z tą konkretną wiarą czy religią, że drży na każdym kroku, który mógłby zaprowadzić go w kierunku, być może wydającym się przez moment innym albo nawet sprzecznym z tym, czego został nauczony. Dlatego zrobienie pierwszego kroku na ścieżce inicjacji jest trudne dla myślącej osoby. Bez wątpienia osoba, która jest powodowana ciekawością, może wskoczyć w cokolwiek, ale dla niej nie ma żadnej różnicy czy jest inicjowana, czy nie. Jednakże dla tego, który traktuje inicjację poważnie, pierwszy krok jest najtrudniejszy.

Według mistyków istnieje dwanaście inicjacji, podzielonych na cztery etapy, tak jak półtonów w oktawie czy dwanaście kości w uchu. Pierwsze trzy inicjacje są pierwszymi trzema krokami, które podejmuje się z pomocą przewodnika, którego w języku sufich nazywa się murszid, nauczyciel. W języku wedanty nazywa się go guru. Będzie on kimś, kto stąpa po ziemi, człowiekiem umiejscowionym w tych samych warunkach co wszyscy, w samym środku aktywnego życia, i przez to także podmiotem wszystkich prób, kłopotów i trudności. Pomoc takiego przyjaciela jest pierwszym i najważniejszym krokiem w tych pierwszych trzech etapach ścieżki.

Na Wschodzie rzadko można znaleźć ludzi podejmujących duchową ścieżkę bez przewodnictwa nauczyciela, ponieważ uznany jest tam fakt, że przynajmniej te trzy kroki muszą być powzięte z pomocą kogoś żyjącego ludzkim życiem na ziemi. Możemy prześledzić w różnych tradycjach, że wszyscy prorocy, mistrzowie, święci i mędrcy, jakkolwiek wielcy, mieli swoich inicjatorów. W życiu Jezusa Chrystusa był Jan Chrzciciel, który udzielił mu chrztu; i w życiu wszystkich innych proroków i osób mających wgląd w przyszłość zawsze był ktoś, bez względu na to jak uniżony, skromny czy ludzki, bardzo często w ogóle nie porównywalny wielkością do tych proroków, który zrobił z nimi swoje pierwsze trzy kroki.

Jednak to matka jest tak naprawdę pierwszą inicjatorką wszystkich proroków i nauczycieli na świecie; nie urodził się żaden prorok czy nauczyciel, żaden święty, niezależnie od tego jak wielki, który najpierw chodził sam bez pomocy matki; to ona musiała mu najpierw pokazać, jak się chodzi.

Powstaje w takim razie pytanie, jak znaleźć prawdziwego guru. Bardzo często ludzie nie są pewni, nie wiedzą czy nauczyciel, którego widzą, jest prawdziwym czy fałszywym nauczycielem. Bardzo często zdarza się, że ktoś wchodzi w kontakt z fałszywym guru w tym świecie, w którym jest tak wiele kłamstwa. Ale jednocześnie prawdziwy poszukujący, ktoś, kto jest szczery sam ze sobą, zawsze spotka się z prawdą, z rzeczywistością, ponieważ to jego własna prawdziwa wiara, jego własna szczerość w żarliwym szukaniu staną się jego pochodnią. Prawdziwy nauczyciel jest wewnątrz, ten który kocha rzeczywistość jest własnym szczerym ja, i jeśli ktoś rzeczywiście szuka prawdy, wcześniej czy później na pewno znajdzie prawdziwego nauczyciela. Załóżmy jednak, że ktoś wszedł w kontakt z fałszywym nauczycielem – co wtedy? Wtedy prawdziwy uczeń przemieni fałszywego nauczyciela w prawdziwego, ponieważ rzeczywistość jest potężniejsza niż fałsz.

Jest taka opowieść o derwiszu, prostym człowieku, inicjowanym przez nauczyciela, który po tym zmarł; człowiek ten wszedł później w kontakt z pewnym jasnowidzem, który zapytał go, czy ma przewodnictwo na swojej ścieżce. Człowiek odpowiedział: „Tak, mam mojego nauczyciela, który odszedł z tej ziemi. Kiedy jeszcze żył, cieszyłem się jego przewodnictwem przez jakiś czas, więc jedyna rzecz, jaką chciałbym teraz, jest tylko Twoje błogosławieństwo.” Ale jasnowidz powiedział: „Widzę dzięki mojej jasnowidzącej mocy, że nauczyciel, który odszedł, nie był prawdziwym nauczycielem”. Kiedy prosty człowiek usłyszał to, nie pozwolił sobie na złość, tylko powiedział łagodnie: „Mój nauczyciel może nawet być fałszywy, ale moja nie wiara nie jest fałszywa i to wystarczy”.

Tak jak woda znajduje się w głębinach ziemi, tak prawda leży na dnie wszystkich rzeczy – i fałszywych, i prawdziwych. W niektórych miejscach trzeba kopać głęboko, w innych miejscach odległość jest niewielka – to jest jedyna różnica, ale nie ma miejsca, gdzie w ogóle nie ma wody. Czasami trzeba kopać bardzo, bardzo głęboko, żeby ją zdobyć, ale tak jak w głębinach ziemi znajduje się woda, tak pod spodem wszelkiego kłamstwa, które jest na powierzchni, znajduje się prawda. Jeśli naprawdę szukamy prawdy, zawsze ją znajdziemy prędzej czy później. Ten, który chce się ochronić przed byciem zmylonym, pokazuje tym samym pewną tendencję, rodzaj słabości, która pochodzi z przekonania, że nie ma prawdziwego przewodnictwa. Jeśli ktoś uświadomi sobie, że właściwe przewodnictwo należy odnaleźć w sobie samym, zawsze będzie na właściwej ścieżce; a jego moc stanie się tak wielka, że nawet jeśli jego przewodnik pobłądzi, moc ucznia pomoże mu pójść właściwą drogą, ponieważ prawdziwy Nauczyciel jest w sercu człowieka. Zewnętrzny nauczyciel jest tylko znakiem. Perski poeta powiedział, że ten, którego dusza jest zagubiona, nawet w obecności Zbawcy będzie zagubiony dokładnie tak samo, ponieważ otaczają go jego własne chmury. To nie jest kwestia przewodnika czy nauczyciela; ciemność, jaką wytwarza jego własny umysł, otacza go i czyni ślepym. Co w takim razie może zrobić nauczyciel?

Zgodnie z opowieścią o proroku Mahomecie, w jego najbliższym sąsiedztwie mieszkał człowiek bardzo wrogi prorokowi, który opowiadał się przeciwko niemu. Człowiek ten widział, że ludzie, do których przemawiał, mieli wiarę w proroka, podczas gdy nikt nie wierzył jemu. Mijały lata i wielu zaufało, wielu oddało życie za naukę Mahometa, tak że w końcu tłumy przyjeżdżały z daleka, tysiące i tysiące z różnych krajów, żeby odwiedzić proroka. Ten sam człowiek ciągle mieszkał w sąsiedztwie, ale nigdy nie zmienił swojego zdania. Pewnego dnia ktoś zapytał Mahometa: „Dlaczego ten człowiek, który był tutaj, kiedy nikt nie słuchał, nikt za tobą nie podążał, ale który teraz widzi, że tysiące przybywających tutaj ludzi odnoszą korzyści i są wypełnieni szczęściem, radością i błogosławieństwem, nadal krytykuje cię i przeciwstawia ci się?” I prorok odpowiedział: „Jego serce stało się fontanną ciemności, jego własne ja wytwarza zasłonę, która go otacza, nie może nic zobaczyć”. I współczuł mu. Dostrzeżenie światła sprawia, że widać, jak rozrzedza się zasłona, która zakrywa serce, a im cieńsza staje się zasłona, tym większa jest moc wewnętrznego światła.

Następnym krokiem, drugim krokiem w inicjacji, jest przejście testów, które daje nauczyciel. Jest coś zabawnego w tej inicjacji, jeśli się nad tym zastanowić. To jest trochę jak zapętlanie się pętli. Czasami nauczyciel poddaje ucznia takim próbom, że ten nie wie, na czym stoi ani czy rzecz jest prawdziwa, czy też nie. Był kiedyś w Indiach wielki suficki nauczyciel, który miał tysiące zwolenników, najbardziej oddanych uczniów. Pewnego dnia powiedział do nich: „Zmieniłem zdanie”. A te słowa „zmieniłem zdanie” bardzo ich zaskoczyły. Zapytali go: „Co się stało, jak to możliwe, że zmieniłeś zdanie?” Odpowiedział: „Mam poczucie, że muszę iść i złożyć pokłon bogini Kali”. I ci ludzie, pośród których byli doktorzy i profesorowie, dobrze wykształceni ludzie, nie mogli zrozumieć tego kaprysu, że ich wielki nauczyciel, w którego tak bardzo wierzyli, chciał iść do świątyni Kali i złożyć pokłon przed boginią o odrażającej twarzy. Ten zrealizowany w Bogu człowiek, któremu tak bardzo zaufali. I tysiące uczniów zostawiło go nagle, myśląc: „Co to ma być? To, że chce iść i czcić boginię Kali, jest przeciwko koncepcji Boga (Absolutu) bez formy, przeciwko jego własnemu nauczaniu!”

I został tylko jeden uczeń, młodzieniec, który był bardzo oddany swojemu nauczycielowi i podążył za nim do świątyni Kali. Nauczyciel był bardzo zadowolony z tego, że pozbył się tysiąca uczniów, którzy byli pełni wiedzy, pełni swoich nauk, ale którzy naprawdę go nie znali. Było to właściwie tak, jakby odeszli ci, którzy powinni byli odejść. A kiedy szli w kierunku świątyni, nauczyciel trzy razy odezwał się do tego młodego człowieka, mówiąc: „Czemu nie odejdziesz? Spójrz na ten tysiąc ludzi, którzy mieli tyle wiary i podziwu, a teraz, kiedy powiedziałem jedno słowo, opuścili mnie. Czemu nie pójdziesz z nimi? Większość na rację”. Jednak uczeń nie chciał odejść, tylko dalej za nim podążał. Dzięki temu wszystkiemu nauczyciel otrzymał wielkie natchnienie i objawienie na temat tego, jak dziwna jest natura ludzka, jak szybko ludzie dają się przyciągnąć i jak szybko potrafią uciec. Poznanie tej gry ludzkiej natury było dla niego tak niezwykłym fenomenem, że jego serce przepełnione było uczuciem i kiedy dotarli do świątyni Kali doświadczył takiej ekstazy, że upadł i pochylił nisko czoło. A człowiek, który podążał za nim, zrobił to samo.

Kiedy wstał, zapytał młodego człowieka jeszcze raz: „Czemu mnie nie zostawisz, skoro widziałeś, jak tysiąc ludzi odchodzi? Czemu za mną idziesz?” Młody człowiek odpowiedział: „W tym, co zrobiłeś, nie ma niczego, co byłoby sprzeczne z moimi przekonaniami, ponieważ pierwszą rzeczą, jakiej mnie nauczyłeś, było to, że nie istnieje nic oprócz Boga. Jeśli to prawda, wtedy obraz nie jest Kali, jest także Bogiem. Co za znaczenie ma, czy pochylisz czoło w stronę Wschodu czy Zachodu albo nieba czy ziemi? Skoro nie istnieje nic poza Bogiem, to nie ma nikogo poza Bogiem, przed kim uginamy kolana, nawet schylając się przed Kali. To była pierwsza rzecz, jakiej mnie nauczyłeś”. Wszyscy ci uczeni ludzie dostali taką samą lekcję. Uczyli się i byli bardzo zdolni, ale nie mogli pojąć najważniejszej myśli, która była w centrum całego nauczania. A ten młody człowiek to ten sam, który stał się później największym nauczycielem sufickim w Indiach, Khwaja Moin-ud-din Chishti. Każdego roku tysiące ludzi wszystkich religii odbywa pielgrzymki do jego grobu w Ajmer – Hindusi, Muzułmanie, Żydzi i Chrześcijanie. Dla sufiego wszystkie religie są jednym.

Jest wiele rodzajów testów, które nauczyciel może zadać uczniowi, żeby sprawdzić jego wiarę, jego szczerość, jego cierpliwość. Zanim statek wypłynie na morze, kapitan chodzi i upewnia się, że wszystko w porządku przed podróżą i taki jest też obowiązek nauczyciela. Oczywiście jest to bardzo interesujący obowiązek. Poza tym ścieżka mistyka jest bardzo złożoną ścieżką. To, co nauczyciel mówi, może mieć dwa znaczenia: jedno to znaczenie zewnętrzne, dosłowne, drugie – wewnętrzne. To, co czyni, również może mieć dwa znaczenia, zewnętrzne i wewnętrzne znaczenie, i osoba, która widzi rzeczy tylko jednostronnie, może nie dostrzec wewnętrznego, głębszego znaczenia. Jeśli ktoś potrafi widzieć tylko zewnętrzny aspekt, nie może zrozumieć działań, myśli, mowy czy gestów swojego nauczyciela. W ten sposób uczeń jest poddawany testom.

Stąd nauczyciel może wydawać się uczniowi bardzo nierozsądny, bardzo dziwny, bardzo niezrozumiały, bardzo niemiły, zimny i niesprawiedliwy. Jeśli podczas tych testów wiara i zaufanie ucznia nie przetrwają, zrobi on krok w tył, ale jeśli przejdzie przez to wszystko, wtedy nadejdzie trzeci krok, trzecia inicjacja.

Trzecia inicjacja składa się z trzech etapów: uważnego pobierania wiedzy, cierpliwego rozważania tego, co się otrzymało i wreszcie inteligentnego przyswajania wszystkich tego rezultatów. W ten sposób misja nauczyciela w tym świecie jest skończona. Pozostaje jeszcze wdzięczność, ale główna praca jest zakończona.

Czwartą inicjację poszukujący otrzymuje od tego, kogo uczyni swoim ideałem. Kto jest tym ideałem, kto może udzielić tej inicjacji? Żadne żyjące stworzenie na Ziemi, jakkolwiek potężne, nie może dowieść, że jest ideałem dla kogokolwiek innego; może nim być przez pewien czas, ale nie na zawsze. Kiedy ideałami stali się wielcy tacy jak Budda, Zoroaster, Chrystus i Kriszna, którzy byli ideałem dla ludzkości przez tysiące lat? Czy za ich życia? Podczas ich życia dali pewne przeczucie tego, jak wygląda bycie ideałem, pozostawili wrażenia, które później faktycznie potwierdziły, że byli ideałami, ale podczas samego życia nie mogli tego udowodnić. Czemu tak jest? Ponieważ nawet najlepszy człowiek jest ograniczony poprzez niedoskonały strój ludzkości. Ludzkie ograniczenie przykrywa doskonałość. Jakkolwiek wielka, jakkolwiek głęboka, jakkolwiek uduchowiona jest osoba, z całą swoją dobrocią, z całą swoją inspiracją i mocą, pozostaje ograniczona. Jej myśl, język, słowo i działanie są ograniczone. Człowiek nie może uczynić się takim, jakim wyobraża go sobie uczeń. Wyobraźnia idzie dalej niż postęp ludzki; a wyobrażenie każdej osoby jest jej własne i dlatego człowiek może wypełnić tylko swój własny ideał.

Nikt nie ma takiej mocy, żeby uczynić z innej osoby ideał, i dlatego to pewne wrażenia, które pozostawili po sobie wielcy zbawcy ludzkości, ich dobroć czy nawet najmniejsza cząstka doskonałości, stały się jak ziarno, które włożone do ziemi serca wyznawcy rozwija się w roślinę i przynosi owoce i kwiaty, kiedy jest hodowane. Zatem w czwartej inicjacji występuje ideał ludzkiego wyobrażenia. Ktoś może nazwać go Chrystusem czy Buddą, może nazwać go Mahometem czy Mojżeszem, czy Zoroastrem – to jest jego ideał, to on go uczynił, to jest jego zbawiciel i z pewnością zbawi go, jeśli ten uważa go za swojego zbawcę. Ale ten człowiek musi to zrobić; jeśli tego nie uczyni, zbawca go nie wybawi. Kiedy już uznał swojego zbawcę, wtedy jest twarzą w twarz z doskonałością, którą stworzyło jego serce, wtedy impresja Chrystusa albo Buddy, którą odcisnął na sobie samym, kwitnie i rośnie przemieniając się w drzewo, przynoszące kwiaty i owoce, których pragnął. Bez wątpienia ta inicjacja jest fenomenem samym w sobie. Odkąd tylko człowiek otrzymuje tę inicjację, zaczyna emanować – emanować swoim inicjatorem, który jest w nim jako jego ideał.

Jeszcze dalej następuje drugi etap, który jest piątą inicjacją. W piątej inicjacji człowiek nie wyobraża sobie ideału, ale odnajduje swój ideał, żywą istotę, wewnątrz siebie. Znajduje przyjaciela, który jest zawsze blisko niego, w nim, wystarczy, że pochyli głowę i widzi swojego przyjaciela – on tam jest. Dla prawdziwych wyznawców Chrystusa jest on blisko, tak blisko, jak oni sami są blisko siebie, swojego własnego ja. W czasach kłopotów, w trudnościach, on zawsze tam jest.

Trzeci etap, który stanowi szóstą inicjację, jest tym, w którym Chrystus przemawia, gdzie Chrystus działa; działania inicjowanego stają się działaniami Chrystusa, jego mowa staje się mową Chrystusa. I kiedy ktoś dociera do tej inicjacji, nie ma potrzeby ogłaszać przed ludzkością, jak bardzo kocha swojego Pana, Zbawcę czy Mistrza. Inicjowany sam staje się dowodem, jego życie, jego słowa, działanie, jego uczucia, jego postawa, jego pogląd.

Życie ma to do siebie, że żadne kłamstwo, żadne pozory nie przetrwają, nic fałszywego nie może zajść daleko. Fałsz może i pójdzie o krok, ale później upadnie. Tylko prawda może przetrwać. A im bardziej coś jest prawdziwe, tym mniej się wyraża. To właśnie pewien brak rzeczywistości sprawia, że człowiek mówi, że jest taki i taki, że ma tak wielką miłość do Boga, albo jest taki uduchowiony, pobożny czy jasnowidzący, albo ma takie wspaniałe psychiczne moce. Kiedy ktoś widzi, nie musi mówić, że widzi, wszyscy zauważą, że nie jest ślepy.

Ale jak bardzo różni się to dzisiejszego podejścia, kiedy wiele osób pyta: „Czy jesteście jasnowidzący, czy widzicie?” Jeśli odpowiedzą, że są, to co właściwie widzą? Być może widzieli jakiś kolor albo światło tu i tam, albo coś dziwnego, co nie znaczy nic. Być może to ich wyobraźnia. I później pojawiają się inni, którzy zachęcają ich i sprawiają, że tamci są coraz bardziej szaleni. I wtedy ludzie karmią swoją dumę mówieniem innym, jak wiele widzą. Ale kiedy naprawdę zaczyna się widzieć, nie można o tym mówić, to jest coś, co nie może być wypowiedziane. Jak ktoś by tak mógł? Kiedy się widzi oczyma Chrystusa, można tylko widzieć, kiedy słyszy się uszami Chrystusa, można tylko słyszeć – nie ma tu nic do powiedzenia.

Kolejna inicjacja, siódma z kolei, jest inicjacją w Bogu (Absolucie). Wyjaśnienie można znaleźć w historii wielkiej sufickiej mistyczki – Rabii z Basry. Kiedyś zobaczyła w wizji Proroka i Prorok zapytał ją: „Rabia, komu składałaś modlitwy?”, na co Rabia odpowiedziała: „Bogu”. Ale wtedy Prorok zapytał: „Nie mnie?” A Rabia odpowiedziała: „Tak, Proroku, zawierasz w sobie Boga, ale to Bogu poświęcam modlitwy”. Przychodzi taki etap, w którym człowiek wzrasta nawet ponad ideał, który utworzył. Wzrasta do doskonałego Ideału, który jest ponad ludzką osobowość, który jest doskonałą Istotą. W tej inicjacji wznosi się do sfery, w której nie widzi się nic poza Bogiem.

W drugim etapie, który jest ósmą inicjacją, człowiek porozumiewa się z Bogiem, a zatem Bóg staje się żywą istotą. Bóg nie jest już wtedy ideałem czy wyobrażeniem, nie jest już czymś, co można stworzyć. Ten, którego kiedyś ktoś uczynił, teraz stał się żywy – stał się żywym Bogiem. Przed tym była wiara w Boga, było uwielbienie dla Niego, być może był stworzony w wyobraźni; ale na tym etapie Bóg zaczyna żyć. I cóż to jest za fenomen! Ten etap jest cudem samym w sobie. Zrealizowana w Bogu osoba nie ma potrzeby mówić czy dyskutować o imieniu Boga; obecność tego człowieka wzbudzi poczucie Boga w każdej istocie i wypełni tym powietrze. Każdy kto go spotka, niezależnie od tego, czy jest uduchowiony, moralny, religijny czy niereligijny, odczuje Boga w takiej czy innej formie.

Prorocy i święci, którzy co jakiś czas przybywali, by dać światu religie, pewien ideał, wzór, nie przynieśli żadnych nowych ideałów; nie przynieśli nowej wiary w Boga, ponieważ wiara w Boga zawsze istniała w takiej czy innej formie. To, co przynieśli, to żyjący Bóg. Kiedy nie pozostało już nic więcej niż Boże imię w świętych księgach albo w ludzkich wyobrażeniach czy na ustach wyznawców niektórych religii i kiedy to imię stało się profanacją, pustym powtórzeniem, wtedy takie dusze rodziły się na Ziemi i przynosiły ze sobą żyjącego Boga. Jeśli cokolwiek przekazali ludzkości, czy to prawo, etykę, czy moralność, było to drugorzędne. Główną rzeczą, którą dali światu, był żyjący Bóg.

Dziewiąta inicjacja jest tym, co w sufickich terminach nazywa się Akhlak-e Allah, co znaczy podobieństwo do Boga. Ci, którzy dotknęli tej płaszczyzny czy tej realizacji, wyrażają w swoich zachowaniach zachowanie Boga. Ich pogląd na życie jest poglądem Boga; ich działanie, myśli, a także ich słowa są działaniami, myślami i słowami Boga. Dlatego to, co mówili prorocy, to było Kalam-ullah, Słowo Boże – jak na przykład Bhaghavat Gita, co znaczy Pieśń Pana. Dlaczego? Ponieważ na tym etapie to sam Bóg mówi. Ci święci stali się tym doskonałym Duchem i byli przez niego poruszani. Ich słowa nie były już ludzkimi słowami, były słowami Boga.

Bardzo niewielu dociera do ostatnich trzech inicjacji podczas życia, ponieważ po pierwszych dziewięciu inicjacjach rozpoczyna się to, co nazywamy samorealizacją. Kiedy ci, którzy nie dotarli do tego etapu, a zaczynają wypowiadać twierdzenia takie jak „Jestem Bogiem”, nie wypowiadają niczego poza pustymi powtórzeniami i to przesłania Boga – ideał. Nie wiedzą, co mówią. Gdyby tylko ludzie wiedzieli, jak bardzo powinni być upoważnieni zanim zaczną mówić o takich rzeczach, byliby bardzo ostrożni na temat tego, co mówią.

Kiedy po przejściu wszystkich innych etapów świadomości dochodzi się do tego, mówi się bardzo niewiele; ponieważ jest to poza religią i nawet poza myślą o Bogu. To jest etap samo-wyrażania się. Ten poziom samo-wyrażania się zostaje osiągnięty, kiedy osoba dokładnie oczyściła swoje ja, tak że nie zostało nic w jej wnętrzu oprócz tej boskiej substancji; i tylko wtedy jest upoważniona do wyrażania siebie. Tak więc dziewiąta inicjacja jest przebudzeniem prawdziwego ja, prawdziwego ego, i do tego przebudzenia doprowadza medytacja. Medytacja, która sprawia, że zapomina się o fałszu czy ograniczonym ja. Im bardziej jest się w stanie zapomnieć o tym, tym bardziej wzbudza się prawda.

W następnym etapie doświadcza się uczucia wspaniałości, które w języku perskim nazywa się Hairat. Tak jak kiedy dziecko się rodzi i zaczyna widzieć wszystko nowe: ten stary świat jest widziany przez dziecko jako świat zupełnie nowy. Kiedy tylko punkt widzenia zmieni się z pomocą medytacji, można zobaczyć cały świat całkiem inaczej. Zaczyna się widzieć przyczynę przyczyny i efekty skutków. Punkt widzenia zmienia się także jeżeli chodzi o religię. Zmienia się, ponieważ tam, gdzie przeciętny człowiek byłby skłonny oskarżać, karać czy winić osobę za pewne działanie, ten który wzniósł się do tego etapu nie może ani oceniać, ani winić; on tylko patrzy; ale widzi przyczynę ukrytą za przczyną. Kogo wtedy mógłby oskarżyć?

Kogo może obwiniać? Jak może powstrzymać się od przebaczania, jakakolwiek byłaby wina, kiedy widzi całą przyczynę przewinienia. Kiedy widzi być może nawet ważniejszą przyczynę niż ten, który dopuścił się przewinienia, może zobaczyć sam. Dlatego oczywiście ciągłe poświęcenie, spontaniczna miłość i życzliwość, zwyczaj szacunku zarówno dla mądrych i głupich, dla zasługujących i niezasługujących, pojawia się i wyraża jako święte życie. To na tym właśnie etapie ludzka dusza dotyka doskonałości i staje się święta, wypełniając w ten sposób właściwy cel swojego życia.

– –
Powyższy tekst jest tłumaczeniem pierwszego rozdziału książki Hazrat Inayata Khana pt. “Ścieżka inicjacji i uczniostwa” (The Path of Initiation and Discipleship). Pogrubienia pochodza od redakcji Sufizm.edu.pl.
Przekład: Olga Szkonter

Powiązane artykuły

One Response to “Ścieżka inicjacji. Hazrat Inayat Khan”

Read below or add a comment...

Trackbacks

  1. […] Khan, wybitny mistyk, pisze o tym w ten sposób: “Jest taka opowieść o (…) prostym człowieku, inicjowanym przez nauczyciela, który po tym […]



Skomentuj...

*