Życie wewnętrzne: cel podróży. Hazrat Inayat Khan

Pierwszą i zasadniczą kwestią dla życia wewnętrznego jest ustanowienie relacji z Bogiem, uczynienie z niego obiektu, wobec którego się sytuujemy, jako do Stwórcy, Podtrzymującego Życie, Przebaczającego, Sędziego, Przyjaciela, Ojca, Matki czy Umiłowanego. W każdym związku należy umieścić Boga przed sobą i stać się świadomym rzeczywistych stosunków z nim, tak aby nie rozpatrywać ich więcej w sferze wyobraźni – ponieważ pierwszą rzeczą, której dokonuje osoba wierząca, jest kreowanie wyobrażeń. Wyobraża sobie, że Bóg jest Stwórcą, usiłuje wierzyć, że Bóg jest Podtrzymującym Życie, stara się myśleć o Bogu jako o Przyjacielu, usiłuje odczuć Jego miłość. Ale jeśli wyobrażenia mają stać się rzeczywistością, to należy poczuć do Boga takie same miłość i przywiązanie, jakimi darzy się ukochanego człowieka. Bez tego dla jakkolwiek pobożnej, dobrej czy prawej osoby jej pobożność i dobroć nie mogą być realne.

Pracą życia wewnętrznego jest uczynienie Boga rzeczywistością, tak aby nigdy więcej nie był wyobrażeniem – związek człowieka z Bogiem może nawet wydawać się bardziej realny niż jakakolwiek inna relacja w życiu, a kiedy tak się stanie, wtedy wszystkie związki, niezależnie od tego, jak bliskie i drogie, stają się mniej krępujące. Jednocześnie wierzący nie staje się przez to oziębły, lecz jeszcze bardziej kochający. To bezbożnik jest obojętny, stale pod wpływem egoistycznego i pozbawionego miłości świata, ponieważ nosi w sobie uwarunkowania, w jakich żyje na co dzień. Lecz w przypadku tego, kto kocha Boga i ustanowił z Nim swój związek, jego miłość ożywa i nigdy już nie będzie oziębły; on wypełnia swe obowiązki względem tych, z którymi pozostaje w pewnych stosunkach, lepiej od kogoś, kto nie wierzy w Boga.

Teraz, jako sposób nawiązania przez człowieka tej relacji, która jest najbardziej pożądana w przypadku Boga, co powinien on sobie wyobrazić? Boga jako Ojca, jako Stwórcę, Przebaczającego, Przyjaciela czy Umiłowanego? Odpowiedź brzmi: w każdej sferze życia należy przyznać Bogu taką pozycję, która jest wymogiem danej sytuacji. Kiedy osoba, załamana niesprawiedliwością i obojętnością świata, spojrzy na Boga – ideał Sprawiedliwości, przestaje być wzburzona, jej serce uspokaja się, sama pociesza się sprawiedliwością Boga. Umieszcza Boga zaraz przed sobą i poprzez Niego uczy się sprawiedliwości, w jej zmysłach budzi się poczucie sprawiedliwości i odtąd postrzega wszystko w innym niż dotychczas świetle.

Kiedy człowiek postrzega siebie na tym świecie jako osieroconego, sądzi, że posiada w Bogu i Matkę, i Ojca. Nawet jeśli miał on styczność ze swoimi rodzicami, jest z nimi związany jedynie na ziemi. Jednoczesne Macierzyństwo i Ojcostwo Boga jest jedyną prawdziwą relacją. Ziemscy matka i ojciec stanowią jedynie odblask tej matczynej i ojcowskiej miłości, której pełnię i ideał posiada Bóg. Wtedy dostrzega się, że Bóg przebacza tak samo, jak rodzice przebaczają dziecku, które popełniło błąd, odczuwa się dobroć, życzliwość, opiekę, wsparcie, sympatię otaczające zewsząd, uczy się dostrzegać, że to pochodzi od Boga, Ojca-Matki, poprzez wszystko, co wokół.

 Kiedy człowiek widzi Boga jako Przebaczającego, orientuje się, że na tym świecie panuje nie tylko całkowita sprawiedliwość, ale i rozwinięta miłość, miłosierdzie i współczucie, i przebaczenie, a Bóg nie jest sługą prawa. On osądza, kiedy sądzi, daruje, gdy przebacza. Posiada obie moce: moc osądzania i moc przebaczenia. Musi być Sędzią, ponieważ nie przymyka oczu na cokolwiek, co czyni człowiek; On wie, rozważa i oddaje każdemu to, co mu się przynależy z racji jego postępowania. A jest On także Przebaczającym, ponieważ poza i ponad Jego mocami sprawiedliwości znajduje się Jego ogromna siła miłości i współczucia, która jest Nim samym, Jego właściwą naturą, ponadto jest ona potężniejsza i aktywniejsza od Jego władzy nad sprawiedliwością. I my, ludzie na tym świecie, także unikamy osądzania innych, gdy jest choć iskra dobroci i życzliwości w naszych sercach. Wolimy przebaczać niż sądzić. Przebaczanie oferuje nam w naturalny sposób o wiele więcej szczęśliwości niż branie odwetu, o ile nie znajdujemy się na całkiem innej ścieżce.

Człowiek, który uświadamia sobie Boga w postaci Przyjaciela, nie zazna nigdy samotności ani na tym świecie, ani w swym przyszłym życiu. Zawsze ma przyjaciela: w tłumie, gdy jest sam ze sobą, podczas snu. Nieświadom tego zewnętrznego świata bądź gdy przebudzi się do jego świadomości. W obu sytuacjach przyjaciel jest tam w jego myślach, w jego wyobraźni, w jego sercu, w jego duszy.

A człowiek, który uczyni Boga swoim Umiłowanym, czego może chcieć więcej? Jego serce otwiera się na całe piękno wewnętrzne i zewnętrzne. Wszystkie rzeczy przemawiają do niego, wszystko się przed nim ujawnia i stanowi piękno dla jego oczu, ponieważ Bóg przenika przez każdy element, przez wszystkie nazwy i formy; w ten sposób Umiłowany jest wszechobecny. Jak szczęśliwy musi być więc ten, kogo Umiłowany nigdy go nie opuszcza, ponieważ cała tragedia tego świata wynika z nieobecności tych, których kochamy; a dla kogo jego Umiłowany jest niezmiennie przy nim, gdy zamknie swe oczy, Umiłowany znajduje się w nim. Każdy z jego zmysłów postrzega Umiłowanego – widzą Go oczy, uszy słyszą Jego głos. Kiedy człowiek dociera do takiego sposobu realizacji, żyje, jak mawiają, w obecności Boga; wtedy przestają być ważne dla niego różne formy, przekonania, wierzenia i wspólnoty. Dla niego Bóg jest wszystkim we wszystkim; dla niego Bóg jest wszędzie. Jeśli uda się do chrześcijańskiego kościoła czy do synagogi, do buddyjskiej świątyni czy hinduskiej kaplicy, czy do islamskiego meczetu, znajdzie tam Boga. Na pustkowiu, w lesie, w tłumie – wszędzie dostrzeże Boga.

To poświadcza, że życie wewnętrzne nie zawiera się w zamknięciu oczu i patrzeniu w głąb. Życie wewnętrzne to obserwowanie tego, co poza i tego, co w środku, i znajdowanie Umiłowanego we wszystkim. Ale Bóg nie może stać się Umiłowanym, dopóki pierwiastek miłości nie będzie w dostatecznym stopniu przebudzony. Ten, kto nienawidzi swego wroga i kocha swego przyjaciela, nie może nazwać Boga swym Umiłowanym, ponieważ nie zna Boga. Kiedy miłość dociera do swej pełni, staje się warta ofiarowania Bogu; dopiero wtedy człowiek rozpoznaje w Bogu Umiłowanego, swój ideał; przez to, chociaż wzrasta on ponad ograniczone uczucia tego świata, staje się tym, kto naprawdę wie, jak kochać nawet swego przyjaciela. To miłujący Boga poznaje miłość, kiedy dotrze już do tego stopnia pełni miłości.

Cała metaforyka sufickiej literatury w języku perskim, spisana przez wielkich poetów jak Rumi, Hafiz i Jami, opiera się na relacji między człowiekiem jako miłującym i Bogiem jako Umiłowanym; kiedy poznaje się tę twórczość ze zrozumieniem tej osobliwości, a jeszcze rozwija się samemu opisane uczucie, wtedy dostrzega się obraz stworzony przez mistyków i ton, do którego dostroiły się ich serca. Nie jest łatwo rozwinąć w swym sercu miłość do Boga, ponieważ gdy nie widzi się czy nie jest się świadomym obiektu miłości, nie można kochać. Bóg musi stać się namacalny, by można Go było pokochać. Jednak kiedy się to osiągnie, wtedy prawdziwie rozpoczyna się podróż na ścieżce duchowego rozwoju.

– –
Powyższy artykuł jest drugim rozdziałem z książki Hazrat Inayata Khana pt. „Życie wewnętrzne” („Inner Life”).
Przekład: Agata Mrowińska

Powiązane artykuły

Skomentuj...

*