“Myślenie jest powierzchowne, czucie prowadzi cię ku twojej duszy” – wywiad z Karimbakshem Witteveenem (1921-2019)

We wtorek 23 kwietnia 2019 zmarł prof. dr Hedrikus Johannes Witteveen (ur. 12 czerwca 1921), wśród sufich znany jako murszid Karimbakhsh Witteveen, a wśród polityków i ekonomistów jako Johan Witteveen, polityk, ekonomista, mistrz sufi, dwukrotny przewodniczący Ruchu Sufich (a wieloletni wiceprzewodniczący) i głowa jego szkoły ezoterycznej oraz ceremonii jedności ideałów religijnych, ojciec chrzestny i niejako “dziadek” Otwartej Drogi. Dzień wcześniej w holenderskiej gazecie “De Volkskrant” ukazał się wywiad autorstwa Fokke Obbemy. Możemy go tu umieścić dzięki przekładowi Jarosława Kubackiego i Łukasza Liniewicza.

* * *
Karimbakhsh WitteveenW swojej willi z widokiem na łąki w miejscowości Wassenaar spogląda z sofy na rodzinę gęsi. „Spójrz, dwoje dorosłych i pięcioro dzieci”, stwierdza z radością w środku rozmowy. Codziennie śledzi jeszcze światowe wydarzenia z dziedziny polityki i ekonomii, czytając NRC [liberalna holenderska gazeta opiniotwórcza] i New York Timesa: „Dobre połączenie”. Piętnastominutowy spacer wokół domu należy jeszcze do jego możliwości. Cieszy się również na zaplanowaną na czerwiec dwunastodniową wycieczkę statkiem dookoła Islandii. Będzie mu towarzyszyć sekretarka syna.
Mając 97 lat, Johannes Witteveen przeżył już prawie wszystkich członków dwóch powojennych rządów, w skład których wchodził jako minister finansów z ramienia liberalnej partii VVD. W comiesięcznych spotkaniach członków gabinetu premiera De Jonga (1967-1971) bierze jeszcze udział tylko dwóch innych uczestników i obydwaj są młodsi od niego. Po karierze ministerialnej rozpoczął się okres, który uważa za najpiękniejszy – kierowanie Międzynarodowym Funduszem Walutowym w Waszyngtonie (1973-1978). Swoją karierę zakończył członkostwem kilku rad nadzorczych.

W ciągu swojego długiego życia Witteveen był zawsze kimś więcej niż tylko politykiem i ekonomistą. Jego rodzice należeli do pierwszego pokolenia ruchu sufickiego, założonego po I Wojnie Światowej przez Inayata Khana. Ten indyjski mistyk reprezentował „sufizm uniwersalny” – nastawiony na łączenie ze sobą religii Wschodu i Zachodu, które, jego zdaniem, łączy wiara w Bożego ducha, miłość, piękno, harmonię i duchową wolność. Sufizm chce łączyć, natomiast nie chce nikogo przekonywać – inne poglądy religijne powinny być zawsze szanowane.

Witteveen należał do najwyższego gremium sufickiego i do niedawna prowadził jeszcze ceremonie w świątyni w nadmorskiej miejscowości Katwijk. Jego żona również należała do ruchu. „Jako sześciolatka spotkała jeszcze osobiście Inayata
Khana”, mówi z dumą w głosie. Zmarła w 2006 r. Nie żyje również dwoje ich dzieci, w tym syn Willem, profesor i senator z ramienia Partii Pracy. Wraz ze swoją żoną i córką zginął w zamachu na samolot MH17 nad wschodnią Ukrainą.

Jaki sens ma nasze życie?

„Jestem skłonny uważać, że ludzkość jest punktem szczytowym całego stworzenia. To w niej boski duch próbuje się w coraz większym stopniu wyrazić. Jak mówi o tym piękne przysłowie sufickie: ‘Boski duch drzemie w skałach, budzi się w roślinach, zaczyna być świadomy samego siebie w zwierzętach i osiąga najwyższą świadomość w człowieku’. Sensem naszego życia jest zatem rozwijanie świadomości tego, co boskie. Wciąż uświadamiać sobie, że znajdujemy się w tym pięknym stworzeniu i rozumieć, że działa w nim boski duch – oto sens. Tego ducha możemy rozpoznać we wszelkim pięknie, które stanowi jego wyraz. Jako człowiek możesz również sam wyrażać coś z tego piękna.”

Czy ludzkość osiągnęła przez 97 lat pańskiego życia jakiś postęp w tym zakresie?

„Postęp możemy dostrzec przede wszystkim u ludzi, którzy rzeczywiście osiągnęli tęświadomość. Myślę przy tym o posłańcach, którzy zakładali religie. Potrafili oni nie tylko stworzyć wspaniałą wizję boskiego ducha, ale byli również w stanie poprzeć ją
swoim życiem, przez co pociągnęli za sobą wielu ludzi. Myślę np. o kimś takim jak Inayat Khan, który stworzył ruch suficki i był bardzo inspirującym człowiekiem. Nie poznałem go osobiście, ale poznałem jego braci. W nich dostrzegłem wiele tego
boskiego ducha. Jednak we wszystkich religiach spotykamy świętych ludzi, na przeróżnych poziomach świętości”.

Czy kiedykolwiek zwątpił pan w boskiego ducha?

„To zdarza się każdemu, jak sądzę. Jednak dzięki moim rodzicom już wcześnie zetknąłem się z sufizmem. Jako osiemnastolatek zostałem zainicjowany w wewnętrznej szkole ruchu. To wymagało wiele modlitw i medytacji. Dlatego gdy w 1940 r. rozpoczynałem studia, byłem już w pełni zaangażowany. Zatem nie poznałem tych wątpliwości, które miało wtedy wielu moich kolegów studentów. Odbyłem sporo rozmów z chrześcijańskimi kolegami, jednakże jako sufi nie chce się nikomu niczego
odebrać z jego wiary. Ją trzeba pielęgnować”.

Co pana tak fascynuje w sufizmie?

„Nie tylko wizja samego życia, ale również życia po śmierci. To mnie przekonało. Kiedy tutaj umierasz, rozpoczyna się nowa faza. Ciało pozostawiasz za sobą, ale dusza żyje dalej ze swoją pamięcią i wszystkimi swoimi doświadczeniami. Dusza
nadal wypełnia zadanie wyrażania tego, co boskie, i w końcu osiągasz jedność z boskim duchem. Ten obraz mi się zawsze bardzo podobał. Zetknąłem się z nim przez rozmowy, które moi rodzice prowadzili ze swoimi sufickimi przyjaciółmi”.

Dlaczego ten obraz wydaje się panu przekonujący?

„Skąd przychodzimy i dokąd podążamy? To fundamentalne pytania, na które człowiek chce odpowiedzieć. Inayat Khan sformułował bardzo jasne i pozytywne odpowiedzi. Wielu ludzi w naszych czasach zupełnie w to nie wierzy. Myślą, że tam
niczego nie ma, albo w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Mnie to nigdy nie zadowalało”.

Wielu naukowców postrzega powstanie życia jako przypadek.

„Tak, to niezwykle niezadowalające, nie sądzi pan? Za tą wizją kryje się również pewien rodzaj wiary, mianowicie że liczy się jedynie to, co możemy dostrzec i wyjaśnić w sensie materialnym. Jednakże istnieje również coś takiego jak duch. Jego
nie dopuszcza się jednak do tych wyjaśnień, ponieważ nie da się go dotknąć. To jednak nie oznacza, że nie odgrywa on żadnej roli.
Dla naukowców powstanie ziemi jest przypadkiem, ale dla mnie nie istnieje przypadek. Gdy mówi się o przypadku, stanowi to dla mnie wskazówkę, że działa inna siła, a mianowicie ten jedyny, wszechmocny duch. On wyklucza wszelki przypadek. Widzi skutki, których my nie jesteśmy w stanie dostrzec. Ten jedyny duch  działa również w nas. Każdy z nas ma powołanie, za głosem którego trzeba samemu pójść. W moim życiu mogę to doskonale dostrzec”.

Co ma pan na myśli? 

„Dlaczego zostałem w 1973 r. dyrektorem zarządzającym Międzynarodowego Funduszu Walutowego? W pierwszej chwili zareagowałem na tę propozycję sceptycznie. Krótko potem otrzymałem zaproszenie, jakiego nigdy wcześniej nie
zdarzyło mi się otrzymać, mianowicie do udziału w konferencji ekonomicznej w Waszyngtonie. Wtedy odwiedziłem Międzynarodowy Fundusz Walutowy i zacząłem postrzegać go jako niesamowitą okazję. To zaproszenie nie było dla mnie
przypadkiem. W tamtym momencie moje życie zyskało prowadzenie”.

Jak widzi to pan w świetle innego ważnego wydarzenia w pańskim życiu, mianowicie śmierci syna Willema?

„Od początku podszedłem do niej jako do czegoś, co trzeba było zaakceptować, aby zyskało to swój sens. To mi dobrze zrobiło. Zaakceptowałem to jako coś, czego i tak nie mogłem zmienić, i żyłem dalej. Postrzegam to jako coś ważnego dla relacji z
jedynym duchem. Ona uczy cię akceptować również cierpienie. Bolesne i nieprzyjemne wydarzenia mogą mimo wszystko mieć swój sens”.

Jaki sens dostrzega pan w tym wypadku?

„To nie jest coś, co możemy odkryć. Dostrzegamy zawsze tylko niewielki kawałek całości. Wiem jedynie, że tuż przed podróżą Willem przesłał swojemu wydawcy rękopis. To udało się dokończyć i to jest piękne. (Cisza.) Najwyraźniej dla niego był
to już czas, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie pojąć, dlaczego to musiało tak być. Jestem przekonany, że Willem żyje w tym innym świecie, do którego wstępujemy po śmierci”.

Dlaczego nie ogarniamy całości?

„To nie byłoby dobre, całkowicie byśmy się w tym pogubili. Nie, to tak nie działa. Dopiero po śmierci otrzymujesz wejrzenie w różnorakie aspekty swojego życia i w to, jak ono przebiegało. Dzięki temu posuwasz się o krok naprzód. Zostajesz osądzony
„przez swoje własne serce”, jak mówi Inayat Khan. Zatem nie przez jakąś siłę wyższą. Nie, Ty sam powiesz: „To nie było dobre, a to było dobre”.

A nie robi pan tego już teraz?

„Nie mogę tego jeszcze o sobie powiedzieć, bo wciąż próbuję poprawić niektóre rzeczy, przede wszystkim z zakresu działalności sufickiej. (Cisza.) Jest parę takich rzeczy, których żałuję. Pewne istotne sprawy w kierownictwie ruchu przeprowadziłem
w niedobry sposób. Mój łagodny charakter kilkakrotnie przeważył, przez co niektórzy otrzymali zbyt wiele przestrzeni. Nie chcę zbyt wiele na ten temat mówić. Ciągle staram się to jeszcze naprawić”.

Czy widzi pan przyszłość dla religii?

„Myślę, że religie powinny się bardziej nastawić na mistykę. Ludzie nie potrzebują dogmatów. Co ich za to porusza, to przeżycie. Jedność ideałów religijnych znajduje się w przeżyciu boskości. Chcielibyśmy to wyjaśnić za pomocą naszego myślenia,
ale to nie działa, bo wtedy gubimy właśnie boskiego ducha. (Śmiech.) Myślenie jest powierzchowne. Czucie sięga o wiele głębiej, przenika aż do twojej duszy. I to jest prawdziwym życiem”.

Przeniknięcie do swojej duszy nadaje życiu sens?

„Trzeba się stać jej świadomym, bo ona jest tym, co w nas boskie. Właśnie wtedy, kiedy przez moment nie działasz swoim rozumem, czasami się to udaje. Gdy tutaj siedzę i jest piękny poranek, świeci słońce, to czuję piękno boskiego ducha. To brzmi
marnie, gdy oddajemy to słowami, ale odczuwam to dogłębnie. Musimy wciąż na nowo starać się odnaleźć ten kontakt. Tylko że jest to trudne. Tak jak Twoje oko może dostrzec wszystko oprócz siebie samego, tak jest też i z duszą”.

Czy wygląda pan śmierci?

„Nie, życie jest dla mnie jeszcze interesujące, nie spieszy mi się. Będę żył tak długo, jak trzeba. Dopóki mam przed sobą jeszcze zadanie do wykonania”.

Po śmierci spotka pan swoich ukochanych – żonę i synów.

„Owszem, ale nie wiem, jak to dokładnie będzie. A to, co jest tutaj, znam. W tym zawiera się dla mnie cała trudność. Ufam, że będzie pięknie. Ale może to jeszcze trochę poczekać”.

Przekład: Jarosław Kubacki i Łukasz Liniewicz

Powiązane artykuły

One Response to ““Myślenie jest powierzchowne, czucie prowadzi cię ku twojej duszy” – wywiad z Karimbakshem Witteveenem (1921-2019)”

Read below or add a comment...

  1. Jan says:

    Prawie 98 lat, piękny wiek. Spoczywaj w spokoju…

Skomentuj...

*