Miejsce modlitwy w praktyce medytacyjnej (+ pdf z modlitwami Inayata Khana). Maciej Wielobób

Można powiedzieć, że moja praktyka w linii przekazu Inayata Khana zaczęła się w 1994 roku, gdy murszid Witteveen udzielił mi inicjacji do tariki (szkoły/ zakonu sufich) po raz pierwszy. Miałem wówczas 14 lat, a moja młodzieńcza religijność nosiła raczej znamiona buddyjskich wpływów, którym podlegałem regularnie we wcześniejszych latach. Dlatego też, z perspektywy czasu, nie wydaje się to bardzo dziwne, że modlitwy nie były tym elementem praktyki, który mnie wtedy porwał, wręcz odwrotnie, pomimo że dla mojego nauczyciela ten element praktyki był bardzo ważny.

Mój dyskomfort budziło nazywanie absolutu/wyższej rzeczywistości Bogiem czy Panem, a gdy to było do przejścia, nie bardzo rozumiałem, dlaczego nie miałbym się modlić swoimi słowami.

Minęło dużo czasu, zanim zacząłem rozumieć to, co opisałem w artykule o koncepcji Boga w sufizmie Inayata Khana. Dzięki temu zrozumiałem, że skoro koncepcja Boga jest narzędziem, to i modlitwa jest narzędziem dla uzyskania określonych celów na ścieżce medytacyjnej. Modlitwa jest ważnym środkiem w budowaniu określonego stanu umysłu. Niezależnie, jak kto definiuje Boga czy Absolut, jest on niewątpliwie “wysoką” wartością. Skupienie umysłu na tej wartości, mówiąc w pewnym uproszczeniu, uwzniośla ten umysł. Dzięki temu, pozostając w takim wzniosłym stanie umysłu, możemy z większą łatwością wejść w medytację.

Nie zachęcam do porzucenia osobistych modlitw, to bardzo intymny wątek osobistej praktyki i osobistej religijności. Polecam jednak spojrzeć na swoją modlitwę z perspektywy krótkiego fragmentu o modlitwie z “Faraona” Bolesława Prusa, który zamieszczam na końcu tego artykułu.

Zachęcam również do przyjrzenia się zestawowi najważniejszych modlitw z tradycji Inayata Khana, które zawarłem w pliku pdf do ściągnięcia. Niezależnie, czy dla kogoś jego słowa będą naturalne, intrygujące, dziwne czy może obce, przyjrzyjcie się pewnej progresji idei Boga z jednej strony w modlitwach Saum, Salat i Khatum, a z drugiej strony rozwojowi (uogólnianiu) koncepcji nauczyciela w modlitwach Pir, Nabi i Rasul (pozostałe modlitwy są mniej istotne). Zaobserwujcie, jakie emocje i skojarzenia budzą się w trakcie czytania modlitw, czy zmienia się jakoś stan umysłu. Jeśli uważacie, że warto tę praktykę kontynuować (niekoniecznie jako całość, być może jedną część, np. Inwokację albo jedną z modlitw), to kontynuujcie i obserwujcie również działanie modlitw w pewnej perspektywie czasowej. Praktyka modlitewna, czy to sformalizowana w przedstawiony sposób, czy bardziej nieformalna, zawsze jest doświadczeniem mocno intymnym, osobistym. Dlatego też ja nie jestem zwolennikiem tego, co robi wiele ośrodków sufich na świecie – daje modlitwy jako pierwszą praktykę. Uważam, na swoim przykładzie, że jest to praktyka, do której trzeba dojrzeć, czasem wiele lat. Oczywiście dojrzeć można również do tego, że nie chce się stosować praktyki modlitewnej, ponieważ to, że pewna praktyka istnieje, nie oznacza, że musimy ją stosować. Jest mnóstwo innych praktyk.

Kliknij tutaj, aby pobrać plik pdf z modlitwami sufickimi Hazrat Inayat Khana

* * *

Bolesław Prus, fragment z powieści “Faraon”

Faraon wytężył słuch… Z początku dolatywał go tylko szelest skrzydeł; niebawem jednak mógł odróżnić wyrazy. (…) Wędrowiec w pustyni upadał na piasek żebrząc o wiatr północny, który by mu przyniósł kroplę wody; morski żeglarz bił czołem o pokład, ażeby jeszcze przez tydzień wiały wiatry ze wschodu. Rolnik chciał, aby prędzej wysychały bagna po wylewie; ubogi rybak żądał, by bagna nie wysychały nigdy. I ich modły rozbijały się wzajemnie i nie dosięgły boskich uszu Amona. (…)

Na zachodniej granicy ujrzał faraon dwie armie gotujące się do boju. Obie leżały na piaskach wzywając Amona o wytępienie nieprzyjaciół. Libijczycy życzyli hańby i śmierci Egipcjanom; Egipcjanie miotali przekleństwa na Libijczyków. Modły tych i tamtych, jak dwa stada jastrzębi, starły się nad ziemią i spadły na pustynię. Amon nawet ich nie dojrzał. (…)

I tak na całym świecie panowała rozterka. Każdy chciał tego, co lękiem napełniało innych; każdy prosił o własne dobro nie pytając, czy nie zrobi szkody bliźniemu. (…)

Wtem faraon usłyszał głos kobiecy:
– Psujak!… Psujaczek!… wracaj, zbytniku, do chaty, bo już pora na modlitwę…
– Zaraz… zaraz!… – odpowiedział głos dziecięcy.
Władca spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył ubogą lepiankę pisarza od bydła. (…) Chłopak wiedział, że już nie wykręci się od modlitwy, więc aby jak najprędzej wyrwać się znowu na podwórze, wzniósł pobożnie oczy i ręce do nieba i cieniutkim a krzykliwym głosem prawił zadyszany:
– Dziękuję ci, dobry boży Amonie, żeś tatkę chronił dzisiaj od przygód, a mamie dał pszenicy na placki… I jeszcze co?… Żeś stworzył niebo i ziemię i zesłał jej Nil, który nam chleb przynosi… I jeszcze co?… Aha, już wiem!… I jeszcze dziękuję ci, że tak pięknie na dworze, że rosną kwiaty, śpiewają ptaki i że palma rodzi słodkie daktyle. A za te dobre rzeczy, które nam darowałeś, niechaj wszyscy kochają cię jak
ja i chwalą lepiej ode mnie, bom jeszcze mały i nie uczyli mnie mądrości. No, już dosyć…
– Złe dziecko! – mruknął pisarz od bydła, schylony nad swoim rejestrem. – Złe dziecko, niedbale oddaje cześć Amonowi…
Ale faraon w czarodziejskiej kuli dostrzegł zupełnie co innego. Oto modlitwa rozzbytkowanego chłopczyny jak skowronek wzbiła się ku niebu i trzepocząc skrzydłami wznosiła się coraz wyżej i wyżej, aż do tronu, gdzie wiekuisty Amon, z rękoma na kolanach, zagłębiał się w rozpatrywaniu swojej własnej wszechmocy. Potem wzniosła się jeszcze wyżej, aż na wysokość głowy bóstwa, i śpiewała mu cienkim dziecięcym głosikiem:
– A za te dobre rzeczy, które nam darowałeś, niechaj wszyscy kochają cię jak ja…

Na te słowa pogrążone w sobie bóstwo otworzyło oczy i padł z nich na świat promień szczęścia. Od nieba do ziemi zaległa niezmierna cisza. Ustał wszelki ból, wszelki strach, wszelka krzywda. Świszczący pocisk zawisnął w powietrzu, lew zatrzymał się w skoku na łanię, podniesiony kij nie spadł na plecy niewolnika. Chory zapomniał o cierpieniu, zbłąkany w pustyni o głodzie, więzień o łańcuchach. Ucichła burza i stanęła fala morska gotowa zatopić okręt. I na całej ziemi zapanował taki spokój, że słońce, już ukryte pod widnokręgiem, znowu podniosło promieniejącą głowę.

– –
SufizmMaciej Wielobób jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich nauczycieli jogi. Kształci nauczycieli jogi, prowadzi kameralną szkołę jogi w Krakowie, warsztaty jogi w całej Polsce, pisze najpopularniejszego w Polsce bloga o jodze.
Jest autorem książki “Terapia jogą”, ebooka o pranajamie oraz ponad 200 artykułów o jodze, medytacji itp. Jest również nauczycielem sufickim uprawnionym do udzielania inicjacji w linii przekazu Inayata Khana.

Powiązane artykuły

2 Responses to “Miejsce modlitwy w praktyce medytacyjnej (+ pdf z modlitwami Inayata Khana). Maciej Wielobób”

Read below or add a comment...

Skomentuj...

*