Cel życia wewnętrznego. Hazrat Inayat Khan

Czyżby to moc była celem uduchowionej osoby, a może inspiracja tym, czego poszukuje? W rzeczywistości nie zajmuje się ona żadną z tych rzeczy, a jednak zjawiska takie jak moc czy inspiracja same podążają za człowiekiem, który kroczy ścieżką ku duchowemu celowi. Celem dla niego jest samorealizacja, a podróż, w którą się udał, odbywa się w głąb jego jestestwa, jego Boga, jego ideału.

Czyż taka osoba poświęca całe swoje zainteresowanie życiem albo czy postrzega cele obrane przez innych ludzi jako przeszkody, które zwodzą na manowce? Absolutnie nie. Bez wątpienia jej cel jest najwyższym, jaki którakolwiek dusza mogłaby posiąść, lecz pozostałe cele, towarzyszące jej w życiu codziennym, niekoniecznie muszą utrudniać jej drogę; stają się raczej dla niej schodami, ułatwiającymi stawianie kolejnych kroków na ścieżce. Z tego powodu człowiek prowadzący życie wewnętrzne nigdy nie potępia ani też nie krytykuje cudzych celów – jakkolwiek niewielkie czy niedorzeczne mogłyby się wydawać – bo wie, że każdy w życiu znajdzie taką kładkę, która pomoże mu pójść naprzód, o ile będzie tego chciał.

W życiu każdej duszy jest taki okres, kiedy bawi się lalkami; okres poszukiwania zabawek. Z duchowego punktu widzenia nie ma w tym niczego złego, a człowiek z czasem dostrzega drogę, która wiedzie do celu; to jedynie przemijające zainteresowania, prowadzące do kolejnych, i w ten sposób można posuwać się naprzód.

Dlatego, w zależności od punktu widzenia, ludzie stawiają sobie w różnym czasie cele takie jak bogactwo, przyjemność czy raj materialny; natomiast tam, gdzie się one kończą, duchowa osoba rozpoczyna swą podróż. Proces ewolucji nie jest prostą drogą, bardziej przypomina koło, które nieustannie się kręci. Więc doświadczenia osoby, która kroczy duchową ścieżką, to raz zaczynają pokazywać tendencję spadkową, to znów stamtąd się wznoszą. Dla przykładu, kiedy człowiek na duchowej ścieżce pójdzie wstecz, dozna ponownej młodości, bo duchowość zapewnia zdrowie ciała i umysłu. Odczuwa więc wigor, siłę, przypływ aspiracji, entuzjazmu, energii i pojawia się w nim żywy duch, dzięki któremu odkrywa w sobie młodzieńczość, niezależnie od swojego wieku. Następnie staje się niczym dziecko: chętny do zabawy, gotowy do śmiechu i szczęśliwy wśród dzieci. Jego osobowość zaczyna przejawiać dziecięce cechy: szczególnie w spojrzeniu, które można zauważyć u dzieci, bez zmartwień, strachu czy gorzkich uczuć względem kogokolwiek, za to z nieustanną chęcią zaprzyjaźnienia się ze wszystkimi, bez dumy i zarozumialstwa, lecz z gotowością do współpracy z każdym, jakby klasy, kasty, narodowości i rasy dla niego nie istniały. I tak duchowa osoba staje się jak dziecko. Tendencja do płaczu, gotowość do śmiechu – to wszystko można w niej odnaleźć.

W miarę jak duchowa osoba kroczy dalej, zaczyna przejawiać w swojej naturze powrót do niemowlęctwa. Przejawia się to w jej niewinności i łatwowierności. Człowiek taki jest naiwny, mimo serca oświeconego mądrością; nietrudno go oszukać, nawet świadomie, i pozostaje przy tym bezwarunkowo szczęśliwy, niczym niemowlę. Tak jak małe dziecko nie ogląda się na sprawy honoru czy obrazy, tak i duchowa osoba ma je za nic. Kiedy dociera się do takiego stanu, z uśmiechem przyjmuje się każdą zniewagę. Oferowane zaszczyty są jak honory oddawane malcowi, które nie wie, kogo w ogóle one dotyczą. Tylko osoba, która składa honory, wie, do kogo je kieruje. Człowiek duchowy nie jest tego świadomy, ni szczęśliwy, ni z nich dumny. Są dla niego niczym. Ten, kto pragnął go uhonorować, uczynił to sobie samemu, skoro i dla dziecka nic nie znaczy, gdy ktoś mówi o nim korzystnie czy z naganą; malec na to nie zważa, gotowy obie sytuacje przyjąć z uśmiechem – jak i osoba duchowa.

Kiedy dusza postępuje dalej w swoim rozwoju, zaczyna przejawiać rzeczywiste cechy człowieczeństwa, bo prawdziwe człowieczeństwo zaczyna się właśnie tutaj. Można dostrzec w niej znaki, które są czystej postaci charakterystyką ludzkiej istoty, pozbawionej wreszcie zwierzęcych przymiotów. Pojawia się na przykład skłonność do wdzięczności za wszelkie dobre uczynki, sprawione przez kogokolwiek, do celebrowania gdziekolwiek dostrzeżonego dobra w jakiejś osobie: skłonność do współczucia, niezależnie od stanu człowieka, świętego czy grzesznika; skłonność do interesowania się sprawami przyjaciół, kiedy pojawi się taka potrzeba; skłonność do poświęcenia, niezależnie od przedmiotu ofiary, o ile zdecyduje się o podjęciu działania. Szacunek, wdzięczność, szczerość, wierność, cierpliwość, wytrzymałość – wszystkie te jakości zaczynają przejawiać się w charakterze tego człowieka. To na tym etapie może on prawdziwie osądzać, bo dopiero wówczas budzi się poczucie sprawiedliwości.

Lecz kiedy tak dojrzewa, kontynuuje swoje wzrastanie skierowane wstecz. Teraz przejawia oznaki przynależne królestwu zwierząt; na przykład taka cecha charakteryzująca słonia, który mimo ogromu i siły swego cielska jeszcze przyjmuje na siebie dodatkowy ładunek; albo konia, gotowego służyć swemu jeźdźcy; i krowy, żyjącej w świecie w pełnej harmonii powracając do domu bez przewodnictwa, dając mleko należące się jej cielakowi. Jakości te przychodzą do duchowej osoby. A to samo zawierają nauki Chrystusa.

Kiedy podąża wciąż dalej, rozwijają się w nim cechy królestwa roślin – tych roślin, które przynoszą owoce i kwiaty, cierpliwie czekających na zesłany z góry deszcz, nieproszących o nic w zamian tych, którzy zbierają kwiaty i owoce, dających i nie spodziewających się z tego zysku, pragnących jedynie przynosić piękno, zgodnie ze skrywanym w sobie przeznaczeniem, i pozwalających zabierać je tym, którzy są albo nie są tego warci, kimkolwiek by byli, bez oczekiwania na dowody wdzięczności czy podziękowanie.

A kiedy duchowa osoba posuwa się jeszcze dalej, dociera do stadium królestwa minerałów. Staje się niczym skała; skała, na której inni mogą się wesprzeć, od której zależą; skała stojąca nieporuszenie wśród przypływów i odpływów życia; skała, która zniesie wszystkie rzeczy tego świata, wstrząsające delikatną, ludzką naturą; skała wierna w przyjaźni, niezłomna w miłości, lojalna wobec każdego ideału, dla którego została wzniesiona. Na takim człowieku można polegać w sprawach życia i śmierci, w tym i w przyszłym życiu. W tym świecie, w którym nic nie jest pewne, pełnym zmian zachodzących w każdym momencie, taka dusza dotarła do etapu, na którym prezentuje wśród wszystkich tych przemian jakość skały, udowadniając tym samym swoją ewolucję do królestwa minerałów.

Dalszy rozwój wyznacza jakość dżina, która reprezentuje wszechwiedzę i wszech-rozumienie. Nie istnieje nic, czego nie mógłby pojąć; jakkolwiek trudna byłaby sytuacja, jakkolwiek delikatny problem, jakiekolwiek otaczałyby go uwarunkowania – rozumie to wszystko. Można przyjść do niego znieczulonym za sprawą popełnionych w życiu błędów, a jednak pod jego rozumieniem to wszystko stopnieje, bo kimkolwiek by się było, przyjacielem czy wrogiem – on zrozumie każdego. Posiada wiedzę nie tylko o ludzkiej naturze, ale i w ogóle o życiowych uwarunkowaniach we wszystkich życia przejawach.

A kiedy postępuje wciąż dalej, rozwija swoją naturę do anielskiej postaci. W naturze anioła leży uwielbienie. Czci więc Boga obecnego we wszystkich stworzeniach; nie czuje się ani większy czy lepszy, ani bardziej uduchowiony niż ktokolwiek inny. W tej realizacji jest czcicielem wszystkich imion i form Boga. Nie istnieje nikt taki, nawet nie wiadomo jak zwyrodniały czy pogardzany przez świat, kto mógłby stracić w jego oczach. W nich znajduje się bowiem jedynie boska Istota; tym samym każdą chwilę swego życia przeznacza na uwielbienie. Nie istnieje już dla niego konieczność oddawania czci Bogu o pewnej porze, w wyznaczonym budynku, w określony sposób. Nie ma chwili, żeby nie oddawał się uwielbieniu. W każdym momencie swojego życia oddaje cześć, stoi przed Bogiem; i będąc w ten sposób przed Bogiem w każdej chwili swego życia, zostaje tak oczyszczony, że jego serce zamienia się w kryształ, w którym wszystko staje się jasne. Odbija się w nim każda rzecz, nic nie może zostać ukryte; wszystko jest tak oczywiste, jak dla innej osoby i po stokroć bardziej. Każdy bowiem choć jest świadomy swego stanu, to nigdy jego przyczyny, lecz uduchowiona istota na tym etapie już zna i stan danej osoby, i leżącą za nim przyczynę. Stąd wie o każdym człowieku więcej, niż ten o sobie samym.

W tym momencie jego rozwój dochodzi do kulminacji, do swej pełni; a Chrystus przemówił odnośnie właśnie tego wyrażenia. To sens, to realizacja – i słowa nie mogą opisać uczuć, które temu towarzyszą. Można powiedzieć tylko jedno: kiedy osoba dotyka tego stopnia, który nazywamy doskonałością, jej myśl, mowa, działanie, atmosfera wokół niej – wszystko to prowadzi do Boga; wszędzie zaczyna krzewić Boga. Będzie Go szerzyć, będzie Go przynosić, choćby nic nie mówiła, niczego nie robiła. I tak zrealizowany/zrealizowana w Bogu rozpowszechnia na świecie żywego Boga. Obecnie istnieje na ziemi jedynie wiara w Boga; Bóg żyje w wyobraźni, w ideale. Dopiero taka dusza, która dotknęła boskiej Doskonałości, przynosi na ziemię żywego Boga, który bez niej przebywałby jedynie w niebiosach.

– –
Powyższy artykuł jest siódmym rozdziałem z książki Hazrat Inayata Khana pt. „Życie wewnętrzne” („Inner Life”).
Przekład: Agata Mrowińska

Powiązane artykuły

Skomentuj...

*